Dziś w nocy znów udało mi się wyjść poza ciało. Zaczęło się jakby w obszarze przyfizycznym. Odzyskałam świadomość, gdy byłam już oddzielona od ciała fizycznego, albo tylko lekko z nim związana. Wstałam z łóżka i skierowałam się do szafki, na której zostawiłam karteczkę z losowo wybraną cyfrą (od 1 do 8), którą przed pójściem spać z zamkniętymi oczami na niej położyłam. Chciałam sprawdzić, czy poza ciałem potrafię trafnie przeczytać numer. Niestety na karteczce zobaczyłam rysunek nabazgrany długopisem, w dodatku nie bardzo potrafiłam odgadnąć, co przedstawia, cyfry tam nie było. Podniosłam karteczkę, by się jej lepiej przyjrzeć i w tym momencie mi wypadła na podłogę. Gdy ją podniosłam był już na niej inny rysunek, trochę prostszy, ale i tak niezrozumiały. Domyśliłam się, że otoczenie, które widzę, nie jest obszarem przyfizycznym, lecz projekcją mojego umysłu (typową dla snu). Niby wszystko tak jak w rzeczywistości, a jednak to OSPUO. Tym razem postanowiłam nauczyć się latać. Odbiłam się od ziemi i zaczęłam lecieć przez dach w kierunku nieba. Pokonywanie dachu było dość nieprzyjemne (nie lubię chyba przechodzić przez materię gęstszą niż powietrze), ale gdy wzleciałam ku niebu i zobaczyłam gwiazdy, poczułam się jak w raju. Zaczęłam eksperymentować z szybkością lotu i wysokością. Nie zawsze dobrze mi szło. Czasem tak się rozpędzałam, że bałam się, że się zderzę z budynkami, innym razem nie mogłam przyspieszyć mimo wyszukanych ruchów mojego ciała niefizycznego. Przeważnie latałam techniką pływania żabką, choć przy szybszym locie wykorzystywałam sposób "na supermana". Ogólnie miałam dużo frajdy z tego. Była noc, gwiazdy na niebie, oświetlone ulice i place wokół budynków. Natrafiłam na szereg kortów do tenisa, na którym grali jacyś znajomi mi sławni ludzie, ale mimo przyglądania się im przez dłuższy czas nie mogłam przypomnieć sobie ich nazwisk. Przez chwilę miałam ochotę sama zagrać, ale zrezygnowałam z tej myśli na rzecz dalszego latania i poznawania przestrzeni. Gdy zawisłam jakieś 5 metrów nad ulicą, szczekał na mnie pies, a obok niego potężny bizon, który równie nieprzyjaźnie mnie potraktował. Z lękiem wzniosłam się wyżej. Potem wleciałam do budynku jakiegoś urzędu przez szybę, ale nic nie było tam ciekawego. Następnie odwiedziłam sklep, gdzie dla większości ludzi byłam niewidoczna, z wyjątkiem jednego mężczyzny, który zaczął mnie gonić. Potem to już akcja była typowa dla zwykłego snu i chyba nawet zaczęłam tracić świadomość, że śnię.
Dowiedziałam się, że obszar, do którego wychodzę poza ciałem, nijak się ma do rzeczywistości fizycznej. Jest to podobne, ale odrębne miejsce. Nie da się więc podglądać sąsiadów w realu itp. Stąd też pewnie moja nieudana próba zobaczenia cyfry na karteczce. Podobno można się dostroić do rzeczywistości fizycznej, ale jest to niezmiernie trudne.