Położyłam się ok. 22:30. O 3-ciej nad ranem obudził mnie ostry miesiączkowy ból brzucha. Przyjęłam ibuprom, ale zadziałał z dużym opóźnieniem - po godzinie. Przez tę godzinę wierciłam się w łóżku strasznie cierpiąc. Gdy pozostała już tylko resztka bólu, wstałam, zrobiłam kawę bezkofeinową, wypaliłam papierosa (mając nadzieję, że nikotyna podziała przeciwbólowo, bo niedawno czytałam, że ma takie działanie). Wtedy pomyślałam, że skoro obudziłam się po 4 godzinach snu i godzinę już nie śpię, to może wykorzystać to do metody 4+1 dotyczącej wychodzenia poza ciało. Wróciłam do łóżka i zaczęłam liczyć od 100 do 1, podając sobie co jakiś czas afirmację: "MTJ pomóż mi, proszę, w wyjściu z ciała, jeśli to bezpieczne i jeśli jestem gotowa... jestem gotowa". Potem stwierdziłam, że liczenie wstecz mnie męczy i nie pozwala się zrelaksować, więc zaczęłam liczyć od 1 do 100. Dużo się myliłam, gubiłam, ale w końcu poczułam "siebie w sobie". Zastanawiałam się, czy mam poleżeć w tym stanie jakiś czas, bo nie było żadnych wibracji ani hipnagogów, wszystko przebiegło bezboleśnie i niepostrzeżenie. W końcu zdecydowałam się na ruch ciałem niefizycznym, raz kozie śmierć. Udało się. Poczułam gumociasto, ale lżejsze, bardziej luźne niż za pierwszym razem. Zaczęłam krzyczeć w myślach: "MTJ pomóż, pomóż, pomóż!", bojąc się, że tak jak za pierwszym razem, nie pokonam go samodzielnie. Jednak chyba wstałam ciałem niezfizycznym samodzielnie, bo nie czułam żadnego wpływu z zewnątrz, żadnego ciągnięcia. Byłam na łóżku, a wokół jasne otoczenie, jak za słonecznego dnia. Było jednak dość pusto. Zrobiłam kilka kroków wgłąb wyłaniającego się świata i zobaczyłam człowieka na huśtawce, takiej linowej, z deseczką wygiętą w łuk. Mężczyzna miał zszarzałe ubranie, a może tak mi się wydawało, bo patrzyłam na niego z odległości ok. 50 metrów. Moja fobia społeczna znowu dała o sobie znać. Pomyślałam z lękiem: "a jeśli to ktoś mi nieprzychylny, ktoś, kto zaatakuje, gdy do niego podejdę?". Wtedy wszystko zaczęło blednąć, rozpływać się i poczułam, że znów jestem coraz bardziej w ciele fizycznym. Przypomniałam sobie jeszcze, że bezpośrednio po wyjściu z ciała, należy wzmocnić fazę poprzez pocieranie czegoś (ciała, dywanu itp.) Próbowałam to zastosować, ale było już za późno, odzyskałam czucie w ciele fizycznym. A przecież faza była dostrojona, bo światło było jasne, widok ostry... Co się stało, że mnie cofnęło? Jaka szkoda...
skomentuj (0)