Gdy wokół wiruje Nieświadome, w centrum powstaje Świadome...

2009-04-14 14:50:39

Po pierwszym "wyjściu" przez kilka dni byłam bardzo podekscytowana i usilnie próbowałam "tam" wrócić. Po w sumie 7 godzinach bezowocnych prób, stwierdziłam, że to podekscytowanie przeszkadza i blokuje mnie, utrudnia głęboką relaksację (z płytką nie mam już problemu), więc pogodziłam się z tym, że na kolejne wyjście nie jestem gotowa, że musi coś we mnie dojrzeć. Do takiego wniosku skłonił mnie też krótki kilkuminutowy (raczej nieświadomy) sen, który pojawił się w trakcie jednej z prób świadomego opuszczenia ciała - byłam w nim na przystanku autobusowym z tlącym się papierosem w dłoni (był już wypalony do końca). Papieros wypadł mi na ziemię, podniosłam go, by wyrzucić do kosza i wtedy poczułam, że moje ciało jest bardzo anemiczne i brakuje mi koordynacji myśli i działań. Wtedy spojrzałam na drugą stronę ulicy - stał tam policjant. Ponieważ jest zakaz palenia na przystanku, przestraszyłam się (mimo że odbierałam od niego niejasne ciepłe sygnały), że mógł mnie przyuważyć, więc postanowiłam się oddalić - szłam, ale moje ciało było bardzo słabe, z każdym krokiem słabsze i byłam bliska utraty przytomności i rozpłynięcia się. W tym satnie wróciłam do świadomości i zarzuciłam dalsze starania o OOBE na tamten dzień. Przekaz był jasny, mógł płynąć od mojej Wyższej Jaźni, policjant kojarzy mi się z przykrymi konsekwencjami emocjonalnymi, jakie mogłyby mieć miejsce, gdybym teraz, w tak osłabionym nowymi doświadczeniami, zdezorientowanym umyśle, dokonała wyjścia. Wypalony papieros oznaczał brak energii do takiej podróży. Postanowiłam więc podładować akumulatory. Przez dwie noce spałam twardym snem, nie planując OOBE. W dzień wykonywałam relaksację i sprawdzałam, czy to może "już", czy się wzmocniłam. Ale nie, kończyło się przyjemnym stanem odprężenia i zwyczajnym wypoczynkiem.

Dzisiejszej nocy postanowiłam "zaatakować" kolejny raz, zmieniając trochę procedurę (tak mi poradzono). No i niby coś było, ale daleko to do wrażeń z pierwszego razu. Nastawiłam budzik na 3-cią, ale zadzwonił o 4-tej (wtedy sobie przypomniałam, że nie zmieniłam czasu w telefonie z zimowego na letni). Gdy ogarnęłam pamięcią mój 5-godzinny sen, przypomniałam sobie scenę uczenia mnie czegoś związanego z OOBE, wszystko odbywało się barwnym światłem, kształtem, ruchem i głosem-myślą, nie było tam żadnych istot w znaczeniu ludzkim, a jednak wypełniały mnie uczucia pełnego kontaktu z jakąś potężną i ciepła siłą. Wszystko było bardzo poruszające. Jedyny przekaz, który udało mi się przełożyć na język werbalny, to pewne zdanie - wytrych: "Gdy wokół wiruje Nieświadome, w centrum tworzy się Świadome". Gdy byłam wewnątrz tego snu, to wirowanie Nieświadomego i pojawianie się Świadomego, pokazywano mi "na własnej skórze", kilka razy powtarzano aż zrozumiałam (pojawiła się specyficzna emocja, oznaczająca załapanie), jednak gdy się obudziłam, zostało mi tylko to marne zdanie, którego nie rozumiem (lewa półkula mózgu wkroczyła do akcji, na moje nieszczęście). OOBE Podróżnicy często opisują jakieś takie dziwne lekcje, które są im dawane po tamtej stronie, ja pierwszy raz się z czymś takim zetknęłam. Mimo, że wiedziałam, że to coś ważnego, pomocnego, nie umiałam tego świadomie wykorzystać w próbie wyjścia poza ciało, którą przeprowadziłam po niecałej godzinie. Jednak ta próba nie wydawała się tak bezowocna jak wszystkie poprzednie z ostatnich dni.  Prawdopodobnie byłam poza ciałem (ale bez przygód, na jakie miałam nadzieję), czego jednak nie zauważyłam. No właśnie, po serii nieprzyjemnych energii, wibracji i przewracania mi się wszystkiego w ciele, straciłam cierpliwość i otworzyłam oczy. Zobaczyłam swój pokój, słońce wali przez okno (uff, nie cierpię tych poranków, które teraz wiosna mi tak często funduje), rozejrzałam się, wszystko na swoim miejscu, nic dziwnego nie widzę. Tylko moje ciało jest jakieś unieruchomione, a nawet tak jakby go w ogóle nie było, nie czuję go zupełnie, a nawet nie widzę. Po kilku sekundach "odnalazłam" je, tzn. czułam swoje oddychanie. Postanowiłam wykonać kolejną próbę, tę uznając za nieskuteczną, więc zamknęłam ponownie oczy i powtórzyłam końcowe części procedury. Gdy już ponownie naszły wibracje i pulsowanie i zaczęłam intensywniej pracować nad uwolnieniem się z tej śpiącej materii, moja uwaga poszybowała z powrotem do ciała (wtedy myślałam, że do fizycznego, ale znów się pomyliłam) - poczułam przyjemny dyskomfort w pewnej jego części i mimo, że czułam, że jest za wcześnie na próby ruchu ręką, ruszyłam nią, zmieniając jej pozycję. Wtedy ten dyskomfort natychmiast przeszedł. Nie chcąc zmarnować procesu, przestałam się ruszać, mając nadzieję, że moje ciało po krótkiej chwili znów wejdze w paraliż przysenny, co wydało mi się możliwe, bo prawie go (ciała) nie czułam. Jednak wszystko to było już zbyt męczące i w końcu się wycofałam. Spokoju nie dawała mi tylko ta przemieszczona ręka, której położenia nie mogłam zidentyfikować, coś tu było nie tak. Po wybudzeniu ciała, odzyskania czucia, pierwsze, co zrobiłam, to właśnie uzyskanie odpowiedzi na pytanie: gdzie ta moja ręka. Jakie było moje zdziwienie, gdy stwierdziłam, że łapa leży tak, jak ją ułożyłam przed rozpoczęciem całej procedury, w trakcie relaksacji. Otworzenie oczu też nie było tak łatwe, jak "zrobiłam to" za pierwszym razem. Powieki były sklejone, światło raziło tak, że przez kilka minut nie mogłam patrzeć. I wtedy do mnie dotarło - 2 razy przez te półtorej godziny byłam poza ciałem - raz patrzyłam na swój pokój oczami ciała astralnego, sądzac, że patrzę fizycznymi, drugi raz zmieniłam pozycję ręki ciała astralnego, sądząc, że poruszyłam fizyczną. No niech to szlag! Zmarnowałam 2 wyjścia!

skomentuj (0)


Strona główna