Kolejne wyjścia poza ciało

2010-04-23 09:30:07

Po dobrych kilku miesiącach postanowiłam znów zajmować się wychodzeniem poza ciało. W tym celu nastawiłam sobie budzik na 3-cią w nocy, ze względu na to, że podobno metoda 4+1 (4 godziny snu i godzina czuwania) jest najbardziej skuteczna. Budzik zadzwonił, ale ja bynajmniej wcale nie zamierzałam wstawać, byłam śpiąca i nieprzytomna. Wyłączyłam go i zapadłam w sen. Na szczęście wieczorem przewidziałam, że wstać w środku nocy będzie mi niezmiernie trudno i nastawiłam budzik na drzemkę. Zadzwonił ponownie po 5-ciu minutach. Tym razem powoli i leniwie zgramoliłam się z łóżka, tym bardziej, że starsznie chciało mi się pić. Przez kolejną godzinę słuchałam dźwięków na poprawienie koncentracji i całkowite wybudzenie, po czym położyłam się do łóżka.

Przez długi czas pilnowałam siebie, by nie stracić świadomości i nie zasnąć na dobre. Leżę tak, leżę i nagle słyszę, że dzwoni moja mama (w komórce dla niej mam zarezerwowany osobny sygnał). Co do licha? Mama dzwoni w środku nocy? Nigdy to dotychczas się nie zdarzyło. Już miałam odebrać, ale telefon zamilkł, a ja nagle uświadomiłam sobie, że to się nie dzieje rzeczywiście, że jestem już poza ciałem. Ogarnęła mnie radość i niestety ta emocja spowodowała, że wróciłam do świata fizycznego. Myślę sobie, no nic, może uda się jeszcze raz. I faktycznie, po kilkunastu minutach poczułam wibracje i wysunęłam się z ciała fizycznego. Jednak czułam, że jestem na granicy wybudzenia się, strasznie ciągnęło mnie do ciała fizycznego. Przypomniałam sobie o wirowaniu i pocieraniu dywanu jako sposobu na dostrojenie się i lepsze osadzenie w świecie niefizycznym. Wzięłam rozpęd i zaczęłam wirować w płaszczyżnie poziomej, równolegle do podłogi (trochę to przypominało wsiadanie i jazdę na karuzeli, która była w moim przedszkolu na placu zabaw, gdy byłam dzieckiem). W sumie fajna zabawa, tak kręcić się w kółko, jednak z czasem znudziło mi się. Ile można? Mam całe swoje wyjście zmarnować na bezsensowne wirowanie? W dodatku mimo tego zabiegu cały czas czułam, że ściąga mnie do ciała fizycznego. Przestałam więc się kręcić i zaczęłam pocierać dywan. No tak, fajne wyjście - jazda na karuzeli i pranie dywanu. W końcu mimo że nie było poprawy, siłą woli ruszyłam w kierunku łazienki. Skierowałam się tam dlatego, bo usłyszałam, że u sąsiadów coś stuka i pomyślałam, że przeniknę przez ścianę i zobaczę, co tam się dzieje. Ach, ta ciekawość! Gdy weszłam do łazienki, było w niej ciemno. Niewiele myśląc nacisnęłam kontakt włączający światło. I guzik, nie zadziałało. Co jest? Siedzenie w ciemności wcale mi się nie podobało. Powiedziałam więc na głos: "Niech stanie się światło". Kilka razy to powtórzyłam i nic. Zauważyłam natomiast fascynującą rzecz. Na jednym z moich palców było małe światełko koloru czerwono-białego. Gdy skierowałam ten palec na ścianę, przez którą planowałam się przedostać, działał jak latarka. Dobre i to. Zbadałam ostrożnie ścianę. Gdy ją dotknęłam dłońmi nic nie wskazywało na to, by można ją było przeniknąć, dawała opór taki jak w rzeczywistości. Gdy jednak naparłam na nią całym ciałem, udało mi się w nią wejść. Znalazłam się w szarej, porowatej materii i było to co najmniej nieprzyjemne, jeśli wręcz nie obrzydliwe. Na drugą stronę wysunęłam tylko głowę i przedramiona. Rozglądałam się zaciekawiona po pomieszczeniu, które się mi ukazało. Zobaczyłam wąski pokój o ciemnych granatowych ścianach i ciemnowłosego mężczyznę, który szedł w moją stronę. Z lekkim niepokojem pomyślałam, że mnie zobaczy i w dodatku w tak głupiej pozycji - połowa mojego ciała była w ścianie. Z zawstydzeniem odwróciłam głowę od tego mężczyzny, jakbym chciała w magiczny sposób zniknąć według zasady "ja cię nie widzę, to i ty mnie nie widzisz". Jednak po chwili zauważyłam, że mężczyzna ten zajmuje się swoimi sprawami i zupełnie nie zwraca na mnie uwagi. Z ulgą odetchnęłam - nie widzi mnie. Pomyślałam, że dość już tego podglądactwa. Nieładnie tak. Cofnęłam się do swojego mieszkania i z obrzydzeniem zauważyłam, że mam cement w ustach, przy czym usta jakby obejmowały całe moje ciało niefizyczne. Niestety chwilę potem mimowolnie obudziłam się w realu. I to była najdłuższa przygoda tej nocy.

W sumie miałam 3-4 wyjścia, ale tylko raz utrzymałam się na dłużej. W jednym ledwie wstałam do pozycji siedzącej i od razu się wybudziłam. W innym tylko wirowałam obok łóżka, a gdy przestałam, cofnęło mnie. Jednak jestem zadowolona - okazuje się, że mogę wychodzić i wracać po kilka razy na noc. To daje większe możliwości. Wszystko trwało 2 godziny, przy czym przez większość czasu zwyczajnie leżałam w łóżku próbując nie stracić świadomości i czekając na wyjście.

skomentuj (0)


Strona główna