Po raz pierwszy próbowałam eksperymentować wieczorem, a nie po 4-ch
godzinach snu. Włączyłam płytę H-S
wspomagającą osiąganie OOBE.
Przez pierwszą godzinę nic się nie działo, słyszałam dźwięki i
zastanawiałam się, czy w ogóle uda mi się zasnąć ciałem fizycznym, a
jeśli już to czy nie zasnę na dobre, z utratą wszelkiej świadmości.
Potem zaczęły się pojawiać sekundowe statyczne obrazy, znam je dobrze,
bo często je mam podczas głębokiej relaksacji i wiem, że nic nie znaczą,
nie gwarantują pójścia dalej, często na nich wszystko się kończyło.
Jednak z czasem zaczęłam gubić świadomość, ketrel osiągnął już max dawkę
we krwi, trudno się było oprzeć chęci odpłynięcia w sen. Jednak dźwięki
utrudniały kompletne oderwanie się od rzeczywistości. I nagle zaczęło
się.
Usłyszałam dziwne dźwięki, jakby te z płyty zaczęły rwać się, z
jednostajnych przeszły w falowanie, zgrzytanie, podrygiwanie, nie były
zbyt przyjemne. Jednocześnie zaczęłam dziwnie się czuć fizycznie -
jakbym była niedpasowana do siebie, jakby skóra była za luźna, by
szczelnie okryć moje ciało. Wewnątrz ciała czułam odklejanie się czegoś,
z czym się bardziej identyfikowałam niż z resztą, ta część lekko się
poruszała we wszystkich kierunkach, drgała, obijała się o resztę.
Podobnie jak przy pierwszym moim wyjściu, ale znacznie łagodniej. Nagle
poczułam, jak lecę w górę i w dal. Ucieszyłam się, że właśnie wychodzę z
ciała. Było ciemno, postanowiłam więc otworzyć oczy niefizyczne.
Zrobiłam tak i rozczarowałam się - zobaczyłam swój pokój w stanie, w
jakim go zostawiłam przed udaniem się do łózka (wszystko identyczne,
zapalona lampa). A niech to! Stwierdziłam, że musiałam otworzyć oczy
fizyczne i wszystko na darmo. Byłam pewna, że wyląduję w OSPUO, więc nie
mogło być mowy o moim pokoju widzianym tak jak w rzeczywistości. Teraz
jednak wiem, że wyszłam poza ciało, tylko znalazłam się nie w OSPUO, a w
obszarze przyfizycznym, a moje ciało grzecznie spało i wcale się nie
zbudziło. Zamknęłam oczy ponownie. Dziwne dżwięki ustały, słyszałam inne
dżwięki, ale nie te, które były faktycznie na płycie. W ciele też
niewiele się działo, w ogóle go nie czułam, żadnych wibracji, żadnego
kolebania się, żadnych fizycznych doznań. Pomyślałam, że powinnam jakoś
przewinąć płytę i ponownie posłuchać tamtych dżwięków, które sprawiły,
że odklejałam się niefizycznym ciałem. Sądziłam, że musiały być nagrane
na płytę, skoro je słyszałam (teraz domyślam się, że to były hipnagogi).
Jednak w tym momencie poczułam znów unoszenie się, tylko jakby wolniej i
nie tak daleko. Przypomniałam sobie, że należy wychodzić stopniowo,
więc próbowałam się skupić na rękach niefizycznych i wyciągnąć je z
ciała fizycznego. Tak, tylko jak to zrobić! Nie czułam, żebym w ogóle
miała jakieś ręce, czy nogi. Byłam jakąś bezkształtną masą. W końcu
jednak skoncentrowałam się na tyle, by poczuć obie ręce i nimi ruszyć.
Do tego momentu wszystko po ciemku. Ponownie otworzyłam oczy niefizyczne
i zobaczyłam ten sam pokój, co za pierwszym razem, z zapaloną lampą.
Tym razem jednak zachowałam rozsądek i postanowiłam sprawdzić, czy
obudziłam się fizycznie. Nie przyszły mi do głowy żadne testy
rzeczywistości poza próbą latania, która niestety nie powiodła się.
Pamiętałam jednak, że za pierwszym wyjściem też nie mogłam latać, za to
bez trudu zdałam inne testy rzeczywistości - wsunęłam rękę w szybę.
Szyby nie miałam w zasięgu wzroku, okna były zasłonięte, zdecydowałam
się więc podskoczyć tak wysoko jak się da i obserwować jak spadam na
ziemię. I tu cię mam! Opadałam bardzo wolno, jakbym nic nie ważyła, tak w
rzeczywistości nigdy się nie dzieje, miałam wręcz wrażenie, że zawisłam
nad podłogą. Więc to jednak OOBE, tyle że w obszarze przyfizycznym. Nie
wiem, czemu, ale nie byłam z tego zadowolona. Smutno mi się robiło,
czułam się zamknięta w tym pokoju, jakbym nie mogła przekroczyć jego
ścian, choć nawet nie próbowałam. Miałam przeczucie, że poza nim będzie
ciemno, w końcu jest noc. Nie wiedziałam, co mam tu robić, w końcu swój
pokój widziałam już tysiące razy i nie jest to atrakcyjny widok dla
mnie. Poskakałam trochę po meblach, przykleiłam się do oparcia fotela do
góry nogami :), wszystko tylko po to, by coś robić i nie odlecieć w
sen. W końcu bezradnie krzyknęłam parę razy bez przekonania: "MTJ,
pokieruj moją eksterioryzacją! Proszę, zabierz mnie stąd gdzieś!".
Poczułam wiatr, ale nie zza pleców, jak opisują inni obenauci, powiew
dochodził do mnie z zewsząd. Niestety percepcja zaczynała mi się rwać,
gubiłam świadmość i ją odzyskiwałam. Znalazłam się w dość ciemnym
miejscu wśród jakichś zabudowań, budynku otoczonego schodami, murkami
itp. Była noc, rozświetlana jedynie latarniami ulicznymi i jakąś
różowawą poświatą na niebie. Zobaczyłam dwoje młodych ludzi, ze względu
na półmrok nie mogłam przyjrzeć się ich twarzom. Bawili się w jakąś
bitwę, widziałam, jak chłopak złożył palce w "pistolet" i strzelał na
niby do dziewczyny, "kula" miała ją dosięgnąć telepatycznie, tzn. ona
miała to tylko poczuć. Czułam, że to była zabawa pozbawiona agresji,
oboje śmiali się, starając się uniknąć trafienia. W końcu się im
znudziło, dziewczyna gdzieś odeszła, a chłopak zbliżył się do mnie i
usiadł. Dzielił nas niski murek, przez który mnie dostrzegł. Zapytał, co
tu robię. Odpowiedziałam, że wyszłam poza ciało, ale znalazłam się w
obszarze czasu rzeczywistego i nie wiem, co dalej robić, to zabrzmiało
jak skarga. Chłopak potwierdził, że jest to czas rzeczywisty i jedynie
latarnie mogą nam rozświetlić przestrzeń. Miło mi się z nim rozmawiało,
aż znów poczułam, że tracę świadmość. Kolejne, co pamiętam, to jak idę z
dziewczyną i chłopakiem do jakiegoś bloku na osiedlu. Tam miała rzekomo
mieszkać osoba, która zna się dobrze na OOBE. Dziewczynę sciskam
kurczowo za dłoń, a ona mnie za przedramię - wygląda to tak, jakby
próbowała mnie uchronić przed upadkiem, jestem bardzo słaba i mam
zmąconą świadomość. W pewnym momencie próbując ogarnąć sytuację,
pomyślałam: "Co, u licha? To ma być OOBE? To jakiś zwykły sen chyba!".
Zniecierpliwiona postanowiłam wracać do ciała fizycznego.
Otworzyłam oczy fizyczne. Spojrzałam na zegarek. Od położenia się minęły
2 godziny. Byłam strasznie zmulona po tym ketrelu, w ustach sucho,
ślina gęsta, oczy się zamykają. Chwilę poleżałam i pomyślałam, że muszę
jednak wstać i spisać to, czego doświadczyłam, bo przy tak słabej
percepcji po nocnym śnie mogę nic nie pamiętać. Nabazgrałam dwie strony i
walnęłam się do łóżka, już bez żadnych dźwięków w uszach i bez zamiaru
eksperymentowania. Spałam jednak słabo pomimo ewidentnego działania
ketrelu. Rano wstałam obolała i niewypoczęta.