Trzecie OOBE

2009-07-25 14:28:22

Po raz pierwszy próbowałam eksperymentować wieczorem, a nie po 4-ch godzinach snu. Włączyłam płytę H-S wspomagającą osiąganie OOBE.

Przez pierwszą godzinę nic się nie działo, słyszałam dźwięki i zastanawiałam się, czy w ogóle uda mi się zasnąć ciałem fizycznym, a jeśli już to czy nie zasnę na dobre, z utratą wszelkiej świadmości. Potem zaczęły się pojawiać sekundowe statyczne obrazy, znam je dobrze, bo często je mam podczas głębokiej relaksacji i wiem, że nic nie znaczą, nie gwarantują pójścia dalej, często na nich wszystko się kończyło. Jednak z czasem zaczęłam gubić świadomość, ketrel osiągnął już max dawkę we krwi, trudno się było oprzeć chęci odpłynięcia w sen. Jednak dźwięki utrudniały kompletne oderwanie się od rzeczywistości. I nagle zaczęło się.

Usłyszałam dziwne dźwięki, jakby te z płyty zaczęły rwać się, z jednostajnych przeszły w falowanie, zgrzytanie, podrygiwanie, nie były zbyt przyjemne. Jednocześnie zaczęłam dziwnie się czuć fizycznie - jakbym była niedpasowana do siebie, jakby skóra była za luźna, by szczelnie okryć moje ciało. Wewnątrz ciała czułam odklejanie się czegoś, z czym się bardziej identyfikowałam niż z resztą, ta część lekko się poruszała we wszystkich kierunkach, drgała, obijała się o resztę. Podobnie jak przy pierwszym moim wyjściu, ale znacznie łagodniej. Nagle poczułam, jak lecę w górę i w dal. Ucieszyłam się, że właśnie wychodzę z ciała. Było ciemno, postanowiłam więc otworzyć oczy niefizyczne. Zrobiłam tak i rozczarowałam się - zobaczyłam swój pokój w stanie, w jakim go zostawiłam przed udaniem się do łózka (wszystko identyczne, zapalona lampa). A niech to! Stwierdziłam, że musiałam otworzyć oczy fizyczne i wszystko na darmo. Byłam pewna, że wyląduję w OSPUO, więc nie mogło być mowy o moim pokoju widzianym tak jak w rzeczywistości. Teraz jednak wiem, że wyszłam poza ciało, tylko znalazłam się nie w OSPUO, a w obszarze przyfizycznym, a moje ciało grzecznie spało i wcale się nie zbudziło. Zamknęłam oczy ponownie. Dziwne dżwięki ustały, słyszałam inne dżwięki, ale nie te, które były faktycznie na płycie. W ciele też niewiele się działo, w ogóle go nie czułam, żadnych wibracji, żadnego kolebania się, żadnych fizycznych doznań. Pomyślałam, że powinnam jakoś przewinąć płytę i ponownie posłuchać tamtych dżwięków, które sprawiły, że odklejałam się niefizycznym ciałem. Sądziłam, że musiały być nagrane na płytę, skoro je słyszałam (teraz domyślam się, że to były hipnagogi). Jednak w tym momencie poczułam znów unoszenie się, tylko jakby wolniej i nie tak daleko. Przypomniałam sobie, że należy wychodzić stopniowo, więc próbowałam się skupić na rękach niefizycznych i wyciągnąć je z ciała fizycznego. Tak, tylko jak to zrobić! Nie czułam, żebym w ogóle miała jakieś ręce, czy nogi. Byłam jakąś bezkształtną masą. W końcu jednak skoncentrowałam się na tyle, by poczuć obie ręce i nimi ruszyć. Do tego momentu wszystko po ciemku. Ponownie otworzyłam oczy niefizyczne i zobaczyłam ten sam pokój, co za pierwszym razem, z zapaloną lampą. Tym razem jednak zachowałam rozsądek i postanowiłam sprawdzić, czy obudziłam się fizycznie. Nie przyszły mi do głowy żadne testy rzeczywistości poza próbą latania, która niestety nie powiodła się. Pamiętałam jednak, że za pierwszym wyjściem też nie mogłam latać, za to bez trudu zdałam inne testy rzeczywistości - wsunęłam rękę w szybę. Szyby nie miałam w zasięgu wzroku, okna były zasłonięte, zdecydowałam się więc podskoczyć tak wysoko jak się da i obserwować jak spadam na ziemię. I tu cię mam! Opadałam bardzo wolno, jakbym nic nie ważyła, tak w rzeczywistości nigdy się nie dzieje, miałam wręcz wrażenie, że zawisłam nad podłogą. Więc to jednak OOBE, tyle że w obszarze przyfizycznym. Nie wiem, czemu, ale nie byłam z tego zadowolona. Smutno mi się robiło, czułam się zamknięta w tym pokoju, jakbym nie mogła przekroczyć jego ścian, choć nawet nie próbowałam. Miałam przeczucie, że poza nim będzie ciemno, w końcu jest noc. Nie wiedziałam, co mam tu robić, w końcu swój pokój widziałam już tysiące razy i nie jest to atrakcyjny widok dla mnie. Poskakałam trochę po meblach, przykleiłam się do oparcia fotela do góry nogami :), wszystko tylko po to, by coś robić i nie odlecieć w sen. W końcu bezradnie krzyknęłam parę razy bez przekonania: "MTJ, pokieruj moją eksterioryzacją! Proszę, zabierz mnie stąd gdzieś!". Poczułam wiatr, ale nie zza pleców, jak opisują inni obenauci, powiew dochodził do mnie z zewsząd. Niestety percepcja zaczynała mi się rwać, gubiłam świadmość i ją odzyskiwałam. Znalazłam się w dość ciemnym miejscu wśród jakichś zabudowań, budynku otoczonego schodami, murkami itp. Była noc, rozświetlana jedynie latarniami ulicznymi i jakąś różowawą poświatą na niebie. Zobaczyłam dwoje młodych ludzi, ze względu na półmrok nie mogłam przyjrzeć się ich twarzom. Bawili się w jakąś bitwę, widziałam, jak chłopak złożył palce w "pistolet" i strzelał na niby do dziewczyny, "kula" miała ją dosięgnąć telepatycznie, tzn. ona miała to tylko poczuć. Czułam, że to była zabawa pozbawiona agresji, oboje śmiali się, starając się uniknąć trafienia. W końcu się im znudziło, dziewczyna gdzieś odeszła, a chłopak zbliżył się do mnie i usiadł. Dzielił nas niski murek, przez który mnie dostrzegł. Zapytał, co tu robię. Odpowiedziałam, że wyszłam poza ciało, ale znalazłam się w obszarze czasu rzeczywistego i nie wiem, co dalej robić, to zabrzmiało jak skarga. Chłopak potwierdził, że jest to czas rzeczywisty i jedynie latarnie mogą nam rozświetlić przestrzeń. Miło mi się z nim rozmawiało, aż znów poczułam, że tracę świadmość. Kolejne, co pamiętam, to jak idę z dziewczyną i chłopakiem do jakiegoś bloku na osiedlu. Tam miała rzekomo mieszkać osoba, która zna się dobrze na OOBE. Dziewczynę sciskam kurczowo za dłoń, a ona mnie za przedramię - wygląda to tak, jakby próbowała mnie uchronić przed upadkiem, jestem bardzo słaba i mam zmąconą świadomość. W pewnym momencie próbując ogarnąć sytuację, pomyślałam: "Co, u licha? To ma być OOBE? To jakiś zwykły sen chyba!". Zniecierpliwiona postanowiłam wracać do ciała fizycznego.

Otworzyłam oczy fizyczne. Spojrzałam na zegarek. Od położenia się minęły 2 godziny. Byłam strasznie zmulona po tym ketrelu, w ustach sucho, ślina gęsta, oczy się zamykają. Chwilę poleżałam i pomyślałam, że muszę jednak wstać i spisać to, czego doświadczyłam, bo przy tak słabej percepcji po nocnym śnie mogę nic nie pamiętać. Nabazgrałam dwie strony i walnęłam się do łóżka, już bez żadnych dźwięków w uszach i bez zamiaru eksperymentowania. Spałam jednak słabo pomimo ewidentnego działania ketrelu. Rano wstałam obolała i niewypoczęta.

skomentuj (0)


Strona główna